On the other hand, we denounce with righteous indignation and dislike men who are so beguiled and demoralized by the charms of pleasure of the moment, so blinded by desire, that they cannot foresee the pain and trouble that are bound to ensue; and equal blame belongs to those who fail in their duty through weakness of will, which is the same as saying through shrinking from toil and pain.
These cases are perfectly simple and easy to distinguish. In a free hour, when our power of choice is untrammelled and when nothing prevents our being able to do what we like best, every pleasure is to be welcomed and every pain avoided.
But in certain circumstances and owing to the claims of duty or the obligations of business it will frequently occur that pleasures have to be repudiated and annoyances accepted. The wise man therefore always holds in these matters to this principle of selection: he rejects pleasures to secure other greater pleasures, or else he endures pains to avoid worse pains.

On the other hand, we denounce with righteous indignation and dislike men who are so beguiled and demoralized by the charms of pleasure of the moment, so blinded by desire, that they cannot foresee the pain and trouble that are bound to ensue; and equal blame belongs to those who fail in their duty through weakness of will, which is the same as saying through shrinking from toil and pain. These cases are perfectly simple and easy to distinguish. In a free hour, when our power of choice is untrammelled and when nothing prevents our being able to do what we like best, every pleasure is to be welcomed and every pain avoided. But in certain circumstances and owing to the claims of duty or the obligations of business it will frequently occur that pleasures have to be repudiated and annoyances accepted. The wise man therefore always holds in these matters to this principle of selection: he rejects pleasures to secure other greater pleasures, or else he endures pains to avoid worse pains.
OdpowiedzUsuńOn the other hand, we denounce with righteous indignation and dislike men who are so beguiled and demoralized by the charms of pleasure of the moment, so blinded by desire, that they cannot foresee the pain and trouble that are bound to ensue; and equal blame belongs to those who fail in their duty through weakness of will, which is the same as saying through shrinking from toil and pain. These cases are perfectly simple and easy to distinguish. In a free hour, when our power of choice is untrammelled and when nothing prevents our being able to do what we like best, every pleasure is to be welcomed and every pain avoided. But in certain circumstances and owing to the claims of duty or the obligations of business it will frequently occur that pleasures have to be repudiated and annoyances accepted. The wise man therefore always holds in these matters to this principle of selection: he rejects pleasures to secure other greater pleasures, or else he endures pains to avoid worse pains.
UsuńMaxine nie widziała krzywego uśmieszku na ustach Evana, który mógł uchodzić za triumfujący. Nie widziała go, ponieważ najpierw pociągała z małej buteleczki, a później już kasłała i chwilowo pozwoliła sobie skupić się wyłącznie na tym ataku kaszlu, który był dla niej dość absorbujący zważywszy na to, że alkohol był mocny, a ona wypiła już kilka drinków i teraz w jej żołądku miała miejsce mała rewolucja, nad którą starała się zapanować, ale to dobrze. To było dobre z tej prostej przyczyny, że raz, odciągnęło uwagę Riley od tego, co powiedział Roth, a dwa, kiedy jej uwaga jednak zaczęła do tego wracać, bo żołądek się uspokajał, a kaszel przechodził, kupiło jej to nieco czasu na zastanowienie się nad tym, co powinna zrobić bądź powiedzieć.
OdpowiedzUsuńMimo wszystko nie wiedziała. Nie znajdowała słów pocieszenia nie dlatego, że nie chciała Evana pocieszyć, a dlatego, że nie było takich słów, które mogłyby to zrobić. Nic, co by powiedziała i nic, co by zrobiła, nie miało wrócić życia Joyce. Życia, które ta straciła w tak potwornych okolicznościach. Max dopiero próbowała ułożyć to sobie w głowie i pewnie nie miało to nastąpić jeszcze ani tej nocy, ani następnego dnia. Miała układać to sobie w głowie długo, bo o ile prosto było przyjąć do wiadomości te tragedie, o których słyszało się choćby w wiadomościach, o tyle nie sposób było przetrawić tych, które miały miejsce w bliskim otoczeniu. A Evan był częścią bliskiego otoczenia Maxine, czemu oboje nie mogli zaprzeczyć. Może nie byli i nie chcieli być ze sobą blisko, nie mieli też takiej potrzeby, a jednak ich codzienności się ze sobą przeplatały. Mając przed sobą tego Evana, opartego o nagrobek młodszej siostry, uśmiechającego się krzywo, bo w końcu podniosła głowę i to zobaczyła, Maxine nijak nie potrafiła utożsamić go z tym Evanem, którego dotąd znała. Nie potrafiła postawić pomiędzy nimi znaku równości, jakby coś jej się nie zgadzało, choć zgadzało się wszystko i tylko pijana Riley nie potrafiła bądź nie chciała teraz tego przyznać.
Skrzywiła się lekko, kiedy nieumyślnie ją szturchnął, bo skoro było to nieumyślne, to się tego nie spodziewała, tak jak nie spodziewała się tych kurew, które nagle zaczęły sypać się z ust Rotha, ani tego, że ją zagadnie.
— Co? — spytała więc cicho i pociągnęła nosem, dość głośno, tak jak na pewno nie zrobiłaby tego na jednym z oficjalnych i eleganckich eventów, na jakich bywała u boku ojca. Nie rozumiała, czemu Evan zaczął się miotać i nie rozumiała, czego może od niej chcieć, tak jak nie wiedziała tego, co sama powinna zrobić. Było jej… smutno. Po tym, co od niego usłyszała, było jej smutno i przykro, bo to była przykra i smutna historia. Czy jednak przez tę historię miała zacząć patrzeć na Rotha inaczej? Tego też nie wiedziała.
— Nie płaczę — zaprzeczyła wyjątkowo słabo, bo przecież czuła, że jeszcze kilka łez spłynęło po jej policzkach, ciągnąc za sobą drobinki skruszonego tuszu i pozostawiając lekkie ślady w makijażu. Przestała płakać, kiedy zobaczyła, jak Evan wyrzuca drugą butelkę w trawę.
— Ja pierdolę, nie śmieć tutaj!
Momentalnie uruchomiła się w niej inna Maxine. Ta, która była lekko pijana i ta, która trochę przeklinała. Ta, która uważała, że na cmentarzu nie powinno się śmiecić i że nie mógł robić tego nawet Evan, który mógł czuć się tutaj jak u siebie. Jeśli chciał, mógł mieć syf w swoim mieszkaniu, ale – no właśnie, ja pierdolę – nie tutaj! Sięgnęła więc po butelki, wygrzebała je z trawy i podparłszy się na rękach, wstała.
— Zimno mi w pupę — oznajmiła z pustymi butelkami w garści, stojąc nad Evanem tak, jakby tej rozmowy i tych łez sprzed chwili nie było. Jakby nie siedzieli pod nagrobkiem Joyce, o której Maxine już nie potrafiła myśleć inaczej, jak o Joyce. Konkretnej Joyce, bo choć mogło, to przestało być dla niej puste imię.
— Miałeś mnie odwieźć do domu — przypomniała mu, a ton jej głosu miał w sobie coś z tej samej buty, z którą mówiła, kiedy prowadził ją przez cmentarz. — Ale możesz mnie odprowadzić — zasugerowała, bo przecież mieli blisko. Do kamienicy, w której mieszkali Riley’owie, było stąd dwadzieścia minut tempem spacerowym. Mniej, jeśli mieliby iść odpowiednio szybko.
UsuńMAXINE RILEY
Uśmiechnął się, teraz już z wyraźnym roztargnieniem, kiedy w odpowiedzi na jego pytanie, Debbie tylko zamruczała. Czuł, że było jej wygodnie, zresztą, dokładnie do tej wygody zmierzał, kiedy sam zasugerował, że mogło być im wygodniej i trwał w tym przekonaniu, bo przecież żadne z nich nie osiągnęło jeszcze tego stopnia wygody, którego bez wątpienia oboje pożądali. Wygoda Debbie wpływała na jego własną, której ulegał i której poddawał się, pozwalając sobie na kilka głębszych westchnień i choć zdawało się, że biodra Debbie poruszają się zgodnie z rytmem obmywających piaszczysty brzeg fal, to, że znajdowali się teraz nad brzegiem oceanu, zeszło na bardzo daleki plan.
OdpowiedzUsuńNa pierwszym planie Iana była Debbie. Było to, jak poruszała się na nim, sprawiając, że najbliższe otoczenie traciło na znaczeniu, wyłącznie na rzecz tego, co było pomiędzy nimi, a zostało tylko to, co najlepsze. Trzeba było im przyznać, że w odsuwaniu od siebie wszelkich niewygód byli niesamowicie dobrzy, tak jak niesamowicie dobrzy byli w sprawianiu sobie nawzajem przyjemności, jakby tylko do tego mieli być stworzeni i pewnie tylko na tym by się skupiali, gdyby mogli. Bo tą przyjemnością nie był tylko seks, było też nią wszystko inne. Wspólne oglądanie seriali, wspólne bieganie, wspólne przesiadywanie na kanapie, nawet jeśli każde siedziało z nosem w swoim telefonie. Były nią te wszystkie rzeczy, które mogli razem robić i byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie pewne ograniczenia, które mieli, na pewno jednak te ograniczenia nie dotyczyły ich w tym konkretnym momencie, kiedy drobinki piasku wbijały się w kolana Debbie i kiedy ta odchylała głowę, zapewniając Hunta, jak było jej wygodnie.
— To dobrze — zauważył, wcale nie walcząc z dreszczem, który rozszedł się po jego ciele wraz z jękiem Grayson, a który nie był ani pierwszym, ani ostatnim dreszczem, któremu poddał się z ochotą. Patrzył, jak Debbie wyciąga szyję, patrzył też na to, jak falowały jej krągłe piersi i choć jego dłonie pozostawały wygodnie i pewnie ułożone na jej biodrach, jego wzrok sunął po jej ciele zamiast nich, póki Debbie nie złapała jego spojrzenia po to tylko, by zaraz schować twarz w zagłębieniu jego szyi.
— Za wygodnie? — zdołał spytać jękliwie, bo Grayson już przygryzała jego szyję i drapała paznokciami jego skórę, sprawiając tym samym, że ten nieznośnie słodki ucisk w męskim podbrzuszu tylko się wzmógł, a kolejne wybitne z rytmu szarpnięcie bioder rudej wyrwało z gardła Hunta wcale nie cichy jęk. Przeklął pod nosem, mocniej wbił palce w jej miękkie ciało i przejął kontrolę na tyle tylko, by prowadzić jej biodra w jednej płaszczyźnie. Nic to nie dało, a wraz z gwałtownym pocałunkiem Debbie tylko pogorszyło sprawę.
Ian czuł tylko jej ciało na swoim ciele. I czuł, jak jego ciało reagowało na jej ciało, rwąc się ku niemu i mu się poddając. Jak jego biodra, na tyle, na ile było to możliwe, wychodziły naprzeciw jej biodrom. Jak jego pięty, o które się zapierał, ryły ciepły piach. Wszystko to było niemożliwie wręcz przyjemne, wszystko to odbierało mu rozum, choć ten rozum tracił przy Debbie i bez tego wszystkiego.
Puścił w końcu jej biodra i objął ją ciasno, przyciskając ją do siebie, kiedy przyjemność stała się nie do zniesienia. Kiedy z podbrzusza rozlała się na lędźwia, a stamtąd na całe ciało, wstrząsając nim i wyduszając z ust Iana jęk, który uciekł wprost w usta Debbie.
IAN HUNT